"Gdyż tam, gdzie dwaj lub trzej zbierają się w moje imię, jestem pośród nich".
 
Mt 18, 20  

Jezu Ufam Tobie



Wydarzenia  


11 sierpnia (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Matki Bożej Różańcowej i Bł. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
14 lipca (sobota) o godz. 9.00 w Sandomierzu w kościele św. Jakuba, który jest podwójnym sanktuarium – Matki Bożej Różańcowej i Bł. Sadoka i 48 Sandomierskich Męczenników Dominikańskich przy ulicy Staromiejskiej 3 - Msza św. za członków internetowej grupy modlitewnej „ModlitwaRazem” oraz w intencjach, w których się oni modlą. Po Mszy św. - Koronka do Miłosierdzia Bożego. Będzie można również słuchać audio transmisję tej Mszy św. na żywo. Zapraszamy!
Archiwum wydarzeń: transmisje
 


Intencje mszalne  




Kliknij by przejść do strony z wyborem banerów

Chcesz zalinkować stronę ModlitwaRazem.pl?
Użyj banera!






Jacek Salij OP

O pobożności ludowej z respektem


Zacznę od świadectwa. Wyczytałem kiedyś u Kolberga, że ludność wiejska na Mazowszu pielęgnowała taki zwyczaj, że kondukt pogrzebowy w drodze na cmentarz zatrzymywał się przy krzyżu przydrożnym. Wtedy ktoś z bliskich zmarłego zwracał się do uczestników pogrzebu z prośbą, żeby wybaczyli mu wszelkie zło, jakie może im zmarły wyrządził. Obyczaj nakazywał przekrzykiwać się wtedy wzajemnie słowami w rodzaju: "Niech on nam wybaczy nasze zło", "Nie mamy nic przeciwko niemu", "Niech Pan Jezus okaże mu miłosierdzie", "Niech odpoczywa w pokoju" itp.

Przypomniałem o tym zwyczaju podczas pogrzebu pewnej artystki. Ten passus kazania pogrzebowego zakończyłem zachętą, a żeby podczas przekazywania sobie znaku pokoju wszyscy duchowo pojednali się ze zmarłą, ale również żebyśmy my wszyscy, uczestnicy tego pogrzebu, pojednali się wzajemnie z sobą i wybaczyli sobie wszelkie urazy, jakie się w nas być może nagromadziły. Potraktujmy to powiedziałem jako rodzaj naszego daru dla zmarłej, który może w oczach Bożych będzie więcej wart niż nawet nasze modlitwy.

Nie wiedziałem, że w pogrzebie uczestniczy wielu ludzi głęboko z sobą wzajemnie skłóconych. Gdybym wiedział, to może nie odważyłbym się aż tak bezceremonialnie do pojednania wzywać. Fakt faktem, że wiele się potem nasłuchałem o tym, że na uczestników pogrzebu spłynął wtedy dosłownie deszcz łaski Bożej. Ludzie składali świadectwa o wielu, naprawdę wielu pojednaniach, jakie się podczas tego pogrzebu dokonały. Jeszcze dziś zdarza się że ktoś wspomina tamto wezwanie do przekazania sobie znaku pokoju jako niezapomniane doświadczenie i wielki cud łaski Bożej. A przecież powiedziałem otwartym tekstem, że inspiracji do tego wezwania czerpię z pobożności ludowej.

Świadectwo drugie. Opowiada o. Marcin Mogielski, że został wezwany z wiatykiem do pewnej kompletnie głuchej staruszki. Ona, kiedy zobaczyła Najświętszy Sakrament, natychmiast przyjęła postawę adoracji i zaczęła z przejęciem śpiewać pieśń Jezusa ukrytego. Kiedy staruszka śpiewała kolejne zwrotki, rodzina zaczęła się niepokoić, że ksiądz może się śpieszy, i próbowała jej przerwać. Na szczęście o. Marcin polecił jej nie przerywać.

Kiedy staruszka głosem rozkochanym w Panu Jezusie śpiewała: "O niebo mojej duszy, Najsłodszy Jezus mój! Dla mnie wśród ziemskiej suszy Tyś szczęścia pełen zdrój" - ojcu Marcinowi wydawało się że słucha anioła. „Nigdy jeszcze - podsumował swoje opowiadanie ojciec Mogielski - nie widziałem człowieka tak ewidentnie dojrzałego do życia wiecznego".

W ogóle starajmy się z szacunkiem wsłuchiwać (albo przynajmniej wczytywać) w ludowe pieśni religijne. Często można tam znaleźć dosłownie diamenty teologiczne. Wsłuchajmy się na przykład w niesamowicie wręcz głębokie wyjaśnienie sensu rzezi niewiniątek, jakie w formie dialogu z Dzieciątkiem znajduje się w kolędzie „W żłobie leży":

W Ramie głosy pod niebiosy
Wzbijają się Racheli.
Gdy swe syny bez przyczyny
W krwawej widać kąpieli
„Większe Mnie dla nich kąpanie
W krwawym czeka oceanie,
Skąd niebo będą mieli".

Teolog musiałby mieć w sobie coś z dziecka, ażeby uznać, że uprawiana przez niego teologia nigdy nie osiągnie takiej głębi i prostoty. Pobożność ludowa stała się ofiarą bezprzykładnego ataku w czasach reformacji. W niemałej mierze był to atak uczonej pychy na nieuczoną mądrość. Dość sobie uświadomić, że teologowie protestanccy wykorzenili wtedy - pod hasłami walki z zabobonem - wiele czcigodnych nabożeństw, a nawet starochrześcijański zwyczaj żegnania się, cześć dla świętych obrazów, kult Matki Najświętszej, używanie wody święconej itd.

To prawda, że pobożność ludowa nieraz naznaczona jest zabobonem. Podobnie jak pobożność uczona nieraz naznaczona jest pychą i niedowiarstwem. Sam pamiętam różnych uczonych księży zwalczających adorację eucharystyczną czy wybrzydzających się na religijny szacunek okazywany relikwiom świętych. W miarę możliwości trzeba naszą pobożność - i ludową, i uczoną - z tego, co ciemne oczyszczać.

Z drugiej jednak strony, zbyt łatwo dopatrujemy się w pobożności ludowej zabobonu lub naiwności. Osobiście doradzałbym ostrożność w krytykowaniu teologii zawartej w ludowych pieśniach religijnych. Jeden z moich profesorów lubił zwracać uwagę na błąd teologiczny zawarty w słowach jednej z kolęd: Opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi" - że niby zapomina się tu o boskiej wszechobecności Syna Bożego. Dziś cieszymy się, że autor tej kolędy był poniekąd prekursorem Hansa Ursa von Balthasara i jego teologii kenozy Wcielenia.

Z kolei jeden z polskich mariologów - kiedy i gdzie tylko może - zwraca uwagę na bezbożność" tego fragmentu pieśni Serdeczna Matko, w którym śpiewamy: „A kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze". A przecież źródła tej rzekomej bezbożności są czysto biblijne! Poświęciłem kiedyś temu tematowi cały tekst pt. Rozgniewany Bóg i miłosierna Matka - znaleźć go można w mojej książce Praca nad wiarą.

Skoro już zacząłem się chwalić swoimi publikacjami, to zwracam uwagę na tekst pt. Teologia ludowa Bożego Narodzenia, opublikowany w miesięczniku „Znak" 1972 s.1526-1543. Również dzisiaj wydaje mi się, że rzetelnie uzasadniłem tam tezę, iż liczne ludowe zwyczaje bożonarodzeniowe - również te, które z pobożnością zdają się nie mieć nic wspólnego - składają się na specyficznie chrześcijańską reinterpretację idei powrotu do chaosu i nadziei na nowy, lepszy świat. Słowem, duch chrześcijański przejawia się nawet w tych zwyczajach, które w ogóle nie są pobożne.

Spróbuję podsumować: uważność i pokora - niech przede wszystkim te dwie postawy kształtują nasz stosunek do pobożności ludowej. Dopiero pod tym warunkiem wolno nam zabierać się do oczyszczania z tego, co w tej pobożności ciemne.